25.11.2008

Konserwacja zbroi i innych przedmiotów żelaznych.

Zakładając, że rekonstruowana broń i zbroja nie została "przemyślnie udoskonalona" poprzez zastosowanie stali nierdzewnej, ocynkowanej lub pokrytej galwanicznie, to tak jak niegdyś, współczesny rycerz boryka się z problemem korozji żelaza.

Na szybkość korozji wpływ mają:

Ogniska korozji łatwiej tworzą się na powierzchniach chropowatych lub zarysowanych ze względu na gromadzenie się brudu i wilgoci. Bardziej narażone na korozję jest żelazo miękkie niż przekute (też hartowane) lub nabłyszczone bądź polerowane (patrz: "Warsztat polernika").

Jeśli powierzchnia metalu jest nieosłonięta, skraplająca się woda, przy obecności zanieczyszczeń, inicjuje korozję. Należy pamiętać, że nawet w letni, ciepły dzień pozostająca w cieniu blacha pokrywa się mgiełką skroplonej pary wodnej, wystarczającą jednak do zachodzenia procesów korozyjnych. Dlatego powierzchnia powinna być stale pokryta warstwą ochronną.

Pokrywanie łojem

Dobrym, od wieków stosowanym środkiem do pokrywania powierzchni jest łój wołowy (w zapiskach pojawia się sadło niedźwiedzie, ponoć jeszcze lepsze). Łoju nie wolno pomylić ze smalcem lub innymi tłuszczami zwierzęcymi, ponieważ tylko on nie jełczeje dając kwaśny odczyn. Łój ma jeszcze tę zaletę, że topi się już poniżej 40 °C, świetnie przylega do metalu i nie łuszczy się w niskich temperaturach. Dla zabezpieczenia powierzchni wystarcza warstwa niewidoczna dla oka.

Wadą łoju jest to, że łatwo miesza się z innymi tłuszczami. Dlatego w miejscach dotykanych spoconymi palcami mogą pojawić się wykwity korozji. W tych miejscach lepiej zastosować wosk.

Pierwsze pokrycie przedmiotu warstwą łoju przeprowadzamy koniecznie w ciepłym pomieszczeniu. Przedmiot musi być czysty i suchy, pracujemy w rękawiczkach (czystych tekstylnych lub skórzanych, wcześniej wypranych i dobrze przesmarowanych łojem).

Przedmiot ogrzewamy nad paleniskiem (współcześnie kuchenka gazowa, piekarnik, opalarka elektryczna) do momentu, aż chuchnięcie nie daje rosy na powierzchni. Wtedy mocno natłuszczoną, lnianą szmatką przecieramy powierzchnię. Jeśli mamy do pokrycia dużą powierzchnię, to wygodniej jest zawinąć w węzełek grudkę zimnego łoju a przedmiot ogrzać nieco bardziej tak, aby grudka powoli się topiła. Ogrzewanie do wyższych temperatur (powyżej 55 °C - metal zaczyna parzyć) nie ma większego sensu - utrudnia tylko pracę i zaczyna być groźne dla przymocowanych do blachy elementów skórzanych.

Drobne przedmioty, lub o bardzo skomplikowanym kształcie można zanurzyć w roztopionym łoju. Ale uwaga - łój rozgrzewa się dość szybko, a po wyglądzie nie sposób ocenić jego temperatury. Dlatego ogrzewamy co chwilę sprawdzając temperaturę dotykając naczynia (lepiej oczywiście było by użyć termometru). Gdy już jest odczuwalnie "mocno gorący" (55-60 °C) przestajemy ogrzewać i zanurzamy ciepły (30-35 °C) przedmiot. Należy bardzo uważać i nie przegrzać łoju, ponieważ wrze i dymi dopiero powyżej 300 °C i poparzenia są bardzo bolesna i trudne do zagojenia.

Po naniesieniu łoju, z nadal ciepłego przedmiotu, suchą szmatką zbieramy nadmiar "do sucha".

Pokrywanie woskiem

Pokrywanie woskiem (raczej pszczelim czystym lub z dodatkiem małej ilości żywicy np. kalafonii dla utwardzenia) odbywa się poprzez pocieranie - na lnianą szmatkę lub korek nabieramy wosku i trzemy energicznie po powierzchni, od tarcia wosk stopi się i pokryje powierzchnię cienką błyszczącą warstwą. Nie polecam zanurzania przedmiotu w płynnym wosku, ponieważ otrzymamy tak grubą warstwę, że będzie ją trzeba zeskrobywać. Jedynie przedmioty o bardzo skomplikowanych kształtach warto pokrywać natapiając wosk, ale wymaga to zagrzania przedmiotu do temperatury ok 70 °C.

Inne pokrycia

Do zabezpieczania powierzchni nie należy używać olejów roślinnych. Mimo, iż olej lniany (w tym pokosty) dobrze przylega do metalu i jest składnikiem większości naturalnych farb olejnych, to stwarza ryzyko powstania korozji podpowłokowej, gdyż olej lniany "wilgnie" i absorbuje zanieczyszczenia gazowe (np. SO2). Ponadto przyklejają się do niego wszelkie zanieczyszczenia stałe.

Osobnym zagadnieniem jest brunirowanie i tzw. przepalanie olejem znane jako jeden ze sposobów czernienia. Polega na zanurzaniu rozgrzanego żelaza (również przy hartowaniu) w dużej ilości oleju (lepiej rzepakowego) lub ogrzewaniu nad paleniskiem przedmiotu zwilżonego olejem i "wydymienie". Wtedy tlenki żelaza wchodzą w reakcję chemiczną z olejem tworząc dobrze przylegające, odporne na czynniki atmosferyczne, związki metaloorganiczne. Opanowanie tej techniki wymaga pracy pod wyciągiem lub na wolnej przestrzeni, gdyż powstają kłęby smrodliwego, duszącego dymu. Ponadto trzeba eksperymentalnie dobrać temperaturę i czas obróbki. Niedogrzanie daje kleistą maź na powierzchni przedmiotu, przegrzanie spowoduje odpryśnięcie pokrycia a przepalenie da jedynie porowatą warstwę brudzącego kopciu. Dobrze wykonane brunirowanie daje lekko szklistą, suchą w dotyku warstwę o czarno-brunatnym kolorze z niebieskawym refleksem pod światło. (Ostatnio brunirowaniem zaczęto nazywać wszelkie chemiczne barwienia na czarno elementów broni palnej).

W celu zabezpieczenia powierzchni metali można użyć żywic, lakierów i farb olejnych. Chociaż dotychczas nie spotkałem wzmianek o śladach malowania zbroi od lica i od wewnątrz, to takiego sposobu nie można wykluczyć. Gdyby taki sposób chcieć zastosować, to należałoby sięgnąć do zachowanych receptur sporządzania farb. Jest na ten temat spora literatura. Warto zauważyć, że ceglasto-czerwona farba sporządzona z pokostu, kalafonii i wosku, zawierająca minię ołowiową, ma właściwości antykorozyjne (dziś wycofana z obrotu ze względu na trujące właściwości związków ołowiu).

Pokrycia innym metalem

Złocenia i srebrzenia umiano wykonywać i stosowano. Były jednak niezmiernie drogie i wykonywane przez najlepszych złotników. Ograniczały się zazwyczaj do wyzłacania elementów zdobniczych. Możliwe do zastosowania były: nalutowywanie metalu szlachetnego oraz złocenie i srebrzenie ogniowe (poprzez rozkład amalgamatu - od wieków zabronione gdyż uwalnia silnie trujące pary rtęci). Ponadto podobne zdobienia wykonywano metodami pozłotniczymi (naklejanie cieniutkich płatków metalu szlachetnego), inkrustacją i intarsją. W średniowieczu farby i werniksy pozłotnicze, ze względu na cenę, zarezerwowane było dla iluminatorstwa (miniatury, malarstwo) i polichromii. Zastosowanie współczesnej "srebrzanki" nie ma więc jakiegokolwiek sensu, zwłaszcza, że aluminium i proszki z brązu aluminiowego ("złote" pigmenty) to wynalazki XVIII w.

Stosunkowo łatwym sposobem pokrycia żelaza innym metalem jest pobielanie czyli oblutowanie cyną, lutem cynowo-ołowiowym lub ołowiem. Powszechnie praktykowano pobielanie czystą cyną naczyń i kotłów do gotowania, pobielano ołowiem sztaby do łączenia kamieniarki i rzeźb. Blachy pobielana można w znacznym stopniu formować poprzez kucie i klepanie bez uszkodzenia pokrycia.

Zabrudzenia

Największy wpływ na powstawanie korozji mają zabrudzenia. Jako zabrudzenia należy rozumieć również rude plamy początkowej korozji, o ile nie powstały jeszcze wżery. Szczególnie niebezpieczne substancje białkowe (pot, krew, tłuszcze zwierzęce), odchody zwierząt (zwłaszcza ptasie) oraz kwasy organiczne zawarte w soku traw i ziół. Dlatego karygodnym jest rozkładanie oręża i zbroi na trawie oraz pozostawianie brudnej choćby na kilka godzin. Po każdym użyciu wystarczy elementy uzbrojenia przetrzeć pastą łojową (łój z niewielkim dodatkiem środka polerskiego). Tej samej szmatki do czyszczenia możemy używać wielokrotnie (nawet bez dodawania pasty) o ile nie została zabrudzona piaskiem lub zmoczona. Dlatego warto ją mieć zawsze przy sobie w specjalnej skórzanej sakiewce.

Zdecydowanie należy unikać mycia i środków czyszczących zawierających wodę, gdyż po każdym zmoczeniu żelazne elementy należy na nowo pokryć warstwą ochronną na ciepło (jak opisano wyżej).

Przechowywanie

Przechowywanie przedmiotów żelaznych wymaga stworzenia odpowiednich warunków, szczególnie jeśli chodzi o okres zimowy. Elementy uzbrojenia należy grubo natłuścić, odpiąć skórzane paski (skóry, zwłaszcza wyprawy ałunowej, w kontakcie z blachą tworzą dodatkowe zagrożenie korozyjne), przełożyć czystą lnianą tkaniną (lepiej nie barwioną; polecam stare sprane prześcieradła) i osłonić przed kurzem. Warto mieć drewnianą skrzynię do przechowywania.

Wbrew pozorom temperatura pomieszczenia nie ma takiego znaczenia, jak by się mogło wydawać. Znacznie istotniejsze są zmiany temperatury. Należy unikać skoków temperatury, gdyż po gwałtownym wzroście temperatury otoczenia na powierzchni blach wystąpi roszenie, nawet w pozornie suchym pomieszczeniu.

Należy uważać na szkodliwe wyziewy. Groźne są spaliny z pieca węglowego (przy spalaniu węgla powstaje SO2). Dlatego należy unikać używania strychów, przez które przechodzą przewody kominowe i piwnic z kotłem CO. Równie niekorzystne warunki panują w pomieszczeniach z kratkami ściekowymi (amoniak) i wilgotne, brudne piwnice (obecność grzybów i pleśni). Korozja mikrobiologiczna dotyczy również przedmiotów metalowych i bywa bardzo groźna.

Porady na zakończenie

Wykorzystując współczesną technologię możemy uprościć sobie niektóre czynności.



Opracował: Witold Łuczyński

( wszelkie pytania można kierować na adres: luczynski.witold(et)neostrada.pl )



Powrót do strony głównej